Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2014

Zaległości z tygodnia

Zdecydowanie mam za mało wolnego czasu w tygodniu. Sobota nie lepsza, teraz tylko parę luźniejszych chwil, a to tylko dlatego, że u fryzjera jestem :-) nie mam wyjścia, nic innego poza siedzeniem robić nie mogę.

A co mnie tak zajmowało w tygodniu?
W środę bieganie. Tym razem było dobrze, tempo ok, km też ok, pogoda rewelacjyjna. Oszronione gałązki drzew, krzaków, trawa, pięknie to wszystko wyglądało. O ile jaśniej i o ile przyjemniej, a nie jak wcześniej wszystko szare, bure, brązowe i podgniłe.
Miało być ok 8 km, ale pomyślałam, że skoro do pełnej 10 brakuje tak niewiele, musiałam wydłużyć. Sprzyjająca pogoda tylko ułatwiła decyzję. Po powrocie oczywiście rozciąganie i na drugi dzień żadnych oznak zmęczenia, zero bólu.


Po powrocie przygotowałam jeszcze szybki obiad na następne dni. Miała być przeróbka ostatniego makaronu, tylko tym razem z pęczakiem i ze szpinakiem. W międzyczasie wyszło coś innego. W szafce rzuciła mi się w oczy/ręce kasza bulgur, kupiłam ostatnio, więc czemu nie wypróbować. Szpinak został bez zmian, ale doszła jeszcze fasola. Na opakowaniu kaszy wyczytałam, że dodatek np. fasoli sprawi że danie będzie pełnowartościowym posiłkiem, no to fruuu.



SZPINAK KASZA I FASOLA 

* szpinak mrożony w liściach 750 g
* cebula czerwona 2 szt
* czosnek 3 ząbki
* fasola biała 1 puszka
* pomidory suszone ok 8 sztuk
* żurawina suszona ok 4 łyżki
* pestki dyni ok 4 łyżki 
* olej z pestek winogron 2 łyżki
* olej z suszonych pomidorów 2-3 łyżki 
* kasza bulgur 1 szklanka suchej

Na rozgrzanym oleju zeszklić posiekaną cebulę, dodać posiekany czosnek, podlać wodą i poddusić. Dorzucić szpinak, poczekać aż rozmarznie. Dodać posiekane suszone pomidory, pestki dyni i żurawinę. Dusić aż pomidory zmiekną, następnie wymieszać razem z ugotowaną wcześniej kaszą, fasolą i olejem z pomidorów. Pogotować jeszcze parę minut i gotowe.

Z podanych proporcji wychodzi naprawdę dużo, pełna patelnia śr ok 28 cm. Ja po podgrzaniu, już na talerzu, posypuję jeszcze rozkruszonym serem blue.

Czwartek = siłownia. Trening zaliczony. Szczegóły poniżej. 

1. Pompki, ręce oparte na bosu + wiosłowanie na maszynie wąskim uchwytem 15 kg; 3x15
2. Unoszenie sztangielek bokiem siedząc 3 kg/ręke + prostowanie ramion na wyciągu stojąc 20 kg; 3x15 
3. Ściąganie drążka do klatki, szeroko, 20 kg + przyciąganie linki wyciągu dolnego w sadzie płaskim 15 kg; 3x15 
4. Prostowanie nóg siedząc 10 kg + uginanie nóg leżąc 15 kg; 3x15 
5. Przysiady z kettlem 20 kg, stopy na stepach + martwy ciąg, sztangielki 5kg/ręke 
6. Unoszenie tyłka leżąc, jedna stopa oparta na bosu, druga wyprostowana, kolana obok siebie 3x20/nogę
7. Unoszenie wyprostowanej nogi z obciążeniem 2,5 kg, brzuch na piłce, ręce oparte na podłodze.
8. Spięcia
9. Unoszenie kolan w zwisie podpartym 

Ostatnio trochę tłoczeniej zrobiło się na siłowni, forma na Sylwestra potrzebna ;-) ale tym razem akurat w miarę spokojnie było.


Tyle chciałam jeszcze pisać, ale wolny czas u fryzjera się skończył. Teraz szybko zjeść, zakupy, a później trzeba pierogów na święta narobić :-) i jeszcze pasztet na teraz i ulepszoną wersję szpinakowych babeczek.

środa, 10 grudnia 2014

Ciężki bieg po biegu

W poniedziałek rano wstałam mile zaskoczona, że zupełnie nic mnie nie boli. Spodziewałam się przynajmniej bólu łydek, ale na szczęście nic z tego :-) Później okazało się że w ciasnych butach lekko stopa pobolewa, ta której śródstopie bolało przez pół niedzielnego człapania, więc miała prawo, ale to takie w sumie nic. Wieczorem wybrałam się pobiegać i tu już było gorzej. I nie wiem czy to kwestia zmęczenia czy słabych butów :-( Jak wracałam z pracy padał deszcz, zdecydowałam więc na bieg założyć rezerwowe buty z Lidla. I w drogę, na początku ból łydek, w trakcie przeszło na szczęście, ale czas słaby. Pierwszy km prawie 7 min, drugi wydawał mi się lepszy, do czasu aż endomondo uświadomiło mi, że jeszcze gorzej. Zrobiłam 5 km i do domu. Zastanawiam się czy zmęczenie czy buty, to był drugi bieg w nich, pierwszy też był kiepski, po 4 km zaczęłam iść, tylko że wtedy miałam też nogi styrane po siłowni, muszę kiedyś je przetestować w "normalnych warunkach".
Jak tylko zobaczyłam coś takiego jak ciasto szpinakowe (czyli w niedzielę na Wyścigach), nie mogłam doczekać się, aż je zrobię. Skorzystałam z przepisu z http://www.czekolada-utkane.pl/2014/05/ciasto-ze-szpinakiem-i-suszona-zurawina.html?m=1,  dodałam coś od siebie, zrezygnowałam z kremu i upiekłam jako babeczki.

Babeczki szpinakowe

Składniki (ok 15 babeczek)

1 szklanka cukru (ksylitol + trzcinowy)
3/4 szklanki oleju
3 jajka
2 szklanki mąki ( 1 pszennej i 1 żytniej; pełnoziarniste)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
450 g rozmrożonego i odsączonego, rozdrobnionego szpinaku
Skórka otwarta z 1 cytryny
Sok z cytryny
Migdały słupki ok 100g
1/3 tabliczki gorzkiej czekolady

Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem do pieczenia.dodajemy proszek do pieczenia - mieszamy. Jaja utrzeć z cukrem. Dodać olej, sok z cytryny i skórkę, nadal miksując. Następnie partiami mąkę. Jak będzie dokładnie wymieszane wrzucamy szpinak oraz migdały. Zmiksować. Na koniec wymieszać migdały i czekoladę.
Napełnić foremki babeczek do 3/4 wysokości, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok 35 minut. Sprawdzić patyczkiem czy upieczone.


Użyłam szpinaku rozdrobnionego z biedronki, ale następnym razem ziele go jeszcze blenderem, bo kawałki za duże były i babeczki nie są tak fajnie zielone jak ciasto. I obawiam się ze też przez to nie wyrosły aż tak bardzo i chyba zbyt mokre, ale w smaku bardzo dobre, o i więcej cytryny dodam :-)

Jak co roku od 06.12 zaczęła się akcja TVNu Kup Misia. Bardzo fajny pomysł i chociaż dopiero trzeci rok, to chętnie włączam się w pomoc. W tym roku do Misi i Wiktorii dołączyła Krysia. 

Standardowo wtorek jest dniem siłowni, ale akurat nie ten wtorek :-) W ten było trochę lenistwa, produkcja ciastek owsianych, grzane wino wypite w towarzystwie siostry. Ale już jutro siłownia :-) ostatni miesiąc jakoś tak w kratkę chodziłam, ale pora przyłożyć się, no chyba że z bieganiem będzie kolidowało, bo bieganie ma już pierwszeństwo!
Dziś z kolei pobiegane, obiad na jutro zrobiony, sos czosnkowy ze słonecznika również, ale o tym wszystkim następnym razem.