Miał być blog, miało być regularne pisanie, no i wyszło jak wyszło. Wieczny brak czasu, chociaż to chyba kwestia słabej organizacji, i muszę coś z tym zrobić. Ale akurat przez ostatnie 2 tygodnie miałam naprawdę mało wolnego czasu. Bieganie, siłownia, a do tego w międzyczasie pieczenie ciast i ciasteczek, żeby do pracy w urodziny zabrać :-) a jak już skończyły się urodzinowe przygotowania, zaczęły się świąteczne. Musiałam nawet odpuścić trochę treningi, ale nic to, święta święta i po świętach, więc lada moment wszystko wróci do normy. Nawet chwila odpoczynku, bo do pracy dopiero 02.01.
Jak już wspomniałam miałam urodziny, podsumowań żadnych nie będzie (noworocznych również nie będzie), wolę się skupić nad tym co przede mną, co jeszcze do zrobienia. Głównie biegowo. W planie półmaraton warszawski, a co dalej, czas pokaże. Przede wszystkim chciałabym przyspieszyć. Wszystko w swoim czasie, nie ma co się spinać. No i w końcu muszę porządek zrobić ze swoim odżywianiem, niby jest całkiem nieźle, ale trzeba się porządnie ogarnąć, no i zrzucić przy okazji trochę zbędnego balastu.
Było parę okazji, urodziny, imieniny, gwiazdka i lada chwila będzie wymarzony zegarek :-D
A może teraz od początku. Po co mi to wszystko, po co blog? Już jakiś czas temu przeszło mi przez myśl żeby założyć, ale stwierdziłam, że
1. Nie mam aż tak ciekawego życia
2. Jest już tyle blogów biegowych, kulinarnych itp
3. Nigdy nie miałam żadnego talentu pisarskiego, oj nie.
Tym razem jednak, stwierdziłam czemu nie? Ok, ale po co tak właściwie? Przede wszystkim dla siebie, żeby móc za jakiś czas sprawdzić jak i kiedy zaczynałam, jak się poprawiałam, no i mieć wszystko zebrane w jedną kupę.
A skąd nazwa? Ani kulinarna, ani z bieganiem, siłownią, czy też zdrowym stylem życia nie związana. Już jest wystarczająco dużo biegających... ( wstaw imię ;-)), runnerów, fit coś tam, więc ja mam swoją własną, raczej niezbyt się kojarzącą. Ewanna - siostra mnie tak nazwała w dzieciństwie, bo jej imię było długie, a moje takie krótkie i głupie ;-) wkurzało mnie to przez jakiś czas, aż przywykłam, i można powiedzieć, nawet polubiłam. A projekt - od jakiegoś czasu pracuję nad sobą, nad formą, nad ciałem, no i mam swój projekt. Ot takie proste, nie biegowe, a jednak ;-)
A od czego się zaczęła praca nad sobą? Od dziecka byłam pulpecikiem, więc całe życie na diecie. I na zmianę w górę i w dół. Częściej jednak w górę, bo polegało to ograniczaniu jedzenia i nic poza tym nie robieniu. Później jadłam jak wcześniej i boom, zaskoczenie ;-)
Jednak w zeszłym roku zdarzył się cud, zaczęłam się ruszać. Robić coś ze sobą. Zaczęłam od fitnessu, później pokochałam siłownię, aż pewnego dnia wygrało bieganie. Siłownia pozostała, ale to bieganie wkradło się na pierwsze miejsce. I podoba mi się to, bardzo :-D
Sama się tego nie spodziewałam, gdyby ktoś mi 2 lata temu powiedział, że będę biegać, marzyć o maratonie, zabiłabym śmiechem. A tu nagle, całkiem przypadkiem, sport stał się dla mnie wszystkim :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz